Znajdujesz się: Strona główna arrow Wspomnienia
Wspomnienia
Ks. Thomas Motzko (Tomasz Moczko) Drukuj Email

moczkoZupełnie odmienny sposób realizacji swego kapłańskiego powołania wybrał pochodzący z Dobrzenia Małego ks. Thomas Motzko, gdzie się urodził 13 marca 1956 roku, piąty z sześciorga braci w rodzinie, którego religijnie kształtował - oprócz rodziny - ks. proboszcz Kazimierz Bochenek, a od 1971 roku ks. proboszcz Helmut Kraik. Zaraz po zadaniu matury w 1975 roku wstąpił do Zgromadzenia  Misjonarzy „Słowa Bożego” by zostać misjonarzem. 3 września 1975 roku rozpoczął dwuletni okres nowicjatu. Dnia 8 września 1977 roku składa pierwsze śluby zakonne, a w dniu 8 września 1981 składa śluby wieczyste. Dwuletnie studia filozoficzne zakończone pracą  „Wpływ języka na formowanie myślenia ludzkiego”, a następnie czteroletnie studia teologiczne odbywa w zakonnym Seminarium Duchownym Księży Werbistów w Pieniężnie. Praca dyplomowa z teologii dotyczyła historii kościoła i nosiła tytuł: „Praca typu ‘Promotio humana’ w listach polskich misjonarzy SVD 1919-1939”. Po obronie pracy dyplomowej zdaje z powodzeniem egzamin magisterski na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Święcenia diakonatu otrzymał 20 września 1981 roku z rąk biskupa szczecińskiego Stanisława Stefanka, a święcenia kapłańskie - w trudnym okresie stanu wojennego – otrzymał 18 kwietnia 1982 roku z rąk dopiero co mianowanego, biskupa warmińskiego Jana Władysława Obłąka. Święcenia diakonatu i kapłańskie miały miejsce w seminaryjno-zakonnym kościele św. Wojciecha w Pieniężnie.

W swym długim liście o. Tomasz Motzko podaje, że wkrótce po złożeniu ślubów wieczystych otrzymał skierowanie do pracy misyjnej w Ghanie w Afryce Zachodniej.

Po święceniach kapłańskich i prymicjach, które miały miejsce 25 kwietnia 1982 roku w kościele św. Katarzyny w Dobrzeniu Wielkim władze zakonne skierowały go na okres dwóch miesięcy do pracy w parafii Kamień-Brzozowice w Diecezji Katowickiej. Pod koniec sierpnia udaje się do Irlandii by rozpocząć studia języka angielskiego. Po ukoronowaniu nauki odpowiednim certyfikatem i niezbędnych przygotowaniach we wrześniu 1983 roku znalazł się w Ghanie. Prowincjał skierował go do pracy do Diecezji Tamale, parafia Tatale w dystrykcie Yendi. Wraz z swym irlandzkim współbratem był odpowiedzialny za całość pracy duszpasterskiej na obszarze 150 km2  z 30 placówkami w terenie. Nadzorować musiał również wszystkie, realizowane tutaj projekty rozwojowe takie jak: organizacja podstawowej opieki zdrowotnej, koordynacja pracy, inspekcja i nadzór nad katolickimi i państwowymi szkołami w okręgu, wprowadzanie prostych metod poprawiających uprawę ziemi oraz  hodowlę bydła. Jak wspomina w swym liście ks. T. Motzko pobyt w Afryce, w jego głównej placówce Dodoni oraz współpraca z szefem tej wioski, dostarczyły mu wiele pięknych przeżyć i nowych doświadczeń, które jego świat myśli i życia mocno ubogaciły. Tutaj również próbował nauczyć się miejscowego języka Konkomba. Niestety na skutek poważnej choroby w sierpniu 1985 roku musiał Ghanę opuścić. Po długim leczeniu i powrocie do zdrowia opiekujący się nim lekarze zalecili mu pozostanie w Europie jeszcze przez dalszych 3-5 lat. Na skutek tych zaleceń Ojciec Prowincjał skierował go w kwietniu 1986 roku do północnoniemieckiej prowincji księży werbistów. Tu otrzymał zadanie referenta w placówce wychowawczej dla młodzieży prowadzonej przez werbistów w Steyl koło Venlo w Holandii. Pracował tutaj do czasu zamknięcia tej placówki w 1989 roku. W tym czasie powróciły problemy zdrowotne, które zmusiły go do odłożenia powrotu do Ghany i pozostania jeszcze na jakiś czas w Niemczech. W tym czasie szukano księdza, który miałby sprawować opiekę duszpasterską w przyzakonnym gimnazjum św. Ksawerego w Bad Driburg. Ojciec Prowincjał zlecił to zadanie księdzu Tomaszowi, który wykonywał je przez kolejnych 8 lat. W tym czasie sprawuje Msze św. szkolne, przeprowadza dni skupienia, prowadzi rozmowy z młodzieżą gimnazjalną. W całej okolicy Bad Driburg głosi wiele kazań i odczytów, na krócej lub na dłużej zastępuje okolicznych księży, jest zapraszany na festyny i inne uroczystości. Bez końca udziela pomocy duszpasterskiej, jednocześnie wzbogacając się o nowe doświadczenia. Przez 4 lata należy do Rady Kapłańskiej i do Rady Zakonnej arcybiskupstwa Padeborn.

We wrześniu 1997 roku Ojciec Prowincjał pyta ks. Tomasza czy nie byłby gotów podjąć się nowego zadania jako animator misyjny i kierownik okręgu w Berlinie dla nowych landów po zjednoczeniu Niemiec. Po wyrażeniu zgody, otrzymał zadanie opieki nad kolporterami prasy apostolskiej księży werbistów („Stadt Gottes”, „Weite Welt”, „Pico” itd.), zadanie informowania o pracy misyjnej, prowadzenie misyjnych niedziel, odczytów, udzielania dorywczej pomocy i zastępstw oraz opieki duszpasterskiej w biskupstwach: Berlin, Hamburg, Magdeburg, Drezno-Miśnia i Zgorzelec.

Po przybyciu do Berlina nawiązuje wiele kontaktów z kolporterami prasy katolickiej i wkrótce objeżdża prawie wszystkie nowe landy w poszukiwaniu nowych kolporterów prasy i animatorów pracy misyjnej. Poprzez wizyty w parafiach stwarzał możliwości dotarcie prasy do nowych czytelników, pogłębiając jednocześnie swe przekonanie o tym jak ważne jest zbudowanie lokalnej bazy dla spraw misyjnych. Aby zrealizować przyjęte na siebie zadania nierzadko rocznie przejeżdżał swym samochodem ponad 70 tys. kilometrów. Podczas tych podróży „odkrył” małą, ale bardzo żywotną  parafię, która żyjąc przez dziesięciolecia w diasporze, otoczona nieprzychylnie nastawionymi sąsiadami, nie poddała się gwałtownym atakom zarówno brunatnej jak i czerwonej propagandy.

Od września 1999 roku obejmuje obowiązki wikarego w parafii Ducha Świętego

w Berlinie. Tu zajmuje się przede wszystkim pracą z młodzieżą, ministrantami, przygotowuje i odprawia Msze św. dla dzieci i młodzieży, a także opracowuje, kieruje i przeprowadza kursy przed bierzmowaniem. Sprawuje również opiekę duszpasterską  nad chorymi w szpitalu (Paulinenkrankenhaus). Jest do dyspozycji dla wielu małych grup na terenie Berlina potrzebujących rozmowy czy też spowiedzi. Do dziś opiekuje się ludźmi chorymi i w podeszłym wieku.

W 2001 roku powstała pilna potrzeba odbudowy duszpasterstwa wśród osiedlających się w Berlinie przesiedleńców z republik byłego Związku Radzieckiego. Kuria biskupia

w Berlinie zwróciła się z tym problemem do księży werbistów  i tak   od września 2001 roku  ks. Tomasz  zajmuje się tym nowym zadaniem. Na dodatek, aby ubarwić mu pracę i uczynić ją jeszcze bardziej emocjonującą, powierzono mu  opiekę duszpasterską  nad zatrzymanymi  w areszcie śledczym dla młodocianych przestępców w Lichtenrade - dzielnicy Berlina.

Na zakończenie swego listu o. Thomas Motzko pisze: „I tak po przejściu wielu okrężnych dróg i szlaków trafił mały chłopak z Małego Dobrzenia do Wielkiego

i Stołecznego Berlina jako misjonarz. Ze zdziwieniem stwierdzam, że oprócz dobrze znanych mi języków: polskiego, niemieckiego i angielskiego po wielu latach przerwy relatywnie dobrze rozumiem także język rosyjski. Ale jak mówił przed przeszło stu laty jeden z pierwszych naszych misjonarzy w Chinach: „ Język miłości rozumie każdy” i to jest ciągle najważniejsze, aby do ludzi podchodzić z miłością, bo Bóg jako PIERWSZY wskazał nam tę drogę. Naprawdę warto było pójść tą drogą nawet, jeśli dziś nie mam wam nic wielkiego o sobie do opowiedzenia”.

Nie tak dawno podczas uroczystości odpustowych ku czci św. Rocha o. Thomas Motzko głosił kazania odpustowe. Ile w życiu już słyszeliśmy kazań? Co z nich zapamiętaliśmy? A może ten fragment, gdzie ks. Tomasz mówił o linoskoczku, który na wysoko rozwieszonej linie pcha przed sobą wózek. Jest wspaniałym w swej sztuce i bijemy mu gromkie brawo. Ale gdyby zaproponował nam, abyśmy wsiedli do tego wózka czy nadal byśmy go podziwiali i mu ufali? Czy umiemy zaufać Chrystusowi?

Ks. Thomas Motzko zmarł 11.03.2009 r. w Sankt Wendel w Niemczech na dwa dni przed  swymi 53 urodzinami. Pogrzeb miał miejsce dnia 14 marca  w St. Wendel o godz. 11.oo.

 
Odszedł dr Ryszard Kałuża Drukuj Email

KałużaWe wtorek 17 lutego 2009r. zmarł wspaniały człowiek, niezwykle skromny i lubiany przez wszystkich mieszkańców naszego sołectwa – Ryszard Kałuża.

Dr Kałuża urodził się 14 stycznia 1940 roku w Siołkowicach Starych. Był doktorem nauk ekonomicznych i w swojej pracy zajmował się problematyką z zakresu kapitału ludzkiego. Badał również relację rynku pracy z bliskością tak dużego zakładu jak Elektrownia Opole. - Można powiedzieć, że zajmował się ludzkimi aspektami ekonomii- stwierdza dr Szczygielski. - Co prawda niewiele pisał, ale posiadał niesamowitą umiejętność obserwacji i dostrzegania detali, których nikt inny by nie zauważył. Jego celne i cenne uwagi bardzo pomagały w naszej pracy - dodaje.

W życiu prywatnym zmarły przez wiele lat zmagał się z poważnym schorzeniem płuc. Jednak, jak wspominają współpracownicy, swoją chorobę traktował z pokorą i nigdy się na nią nie uskarżał. - Był człowiekiem ciepłym, kontaktowym, lubianym przez wszystkich. Imponował niesamowitym hartem ducha i walką o to, by zachować sprawność pomimo swojego stanu. Podejrzewam, że właśnie dzięki swojej wytrwałości tak długo się nie dawał się chorobie - uważa dr Szczygielski. Od 1980 roku pracował w Zakładzie Badań Regionalnych w Instytucie Śląskim w Opolu. - Straciliśmy nie tylko współpracownika, ale przede wszystkim wspaniałego kolegę i przyjaciela - mówi dr Kazimierz Szczygielski, kierownik Zakładu Badań Regionalnych w Instytucie Śląskim, w którym wspólnie pracowali przez ponad 25 lat.

Źródło: Gazeta Wyborcza Opole 2009-02-19

Pan Kałuża jest pierwszym absolwentem liceum w Dobrzeniu Wielkim. Od wielu lat z dużym zaangażowaniem podejmował działania promujące naszą szkołę gminę. Ukoronowaniem jego działań jest monografia- Księga Jubileuszowa, przygotowana z okazji pięćdziesięciolecia szkoły na zjazd absolwentów w 2005 roku. Jest też autorem opracowania o tej szkole pt. „Funkcje środowiskowe szkoły wiejskiej na przykładzie Liceum Ogólnokształcącego w Dobrzeniu Wielkim”.

Wszystkie te opracowania zostały przygotowane bardzo fachowo i były niezwykle pracochłonne.

Pan Kałuża przygotował także wiele opracowań dotyczących problemów społeczno-ekonomicznych Dobrzenia Wielkiego i okolic.

Ważniejsze z nich to:

  1. Wpływ Elektrowni „Opole” na sytuację na rynku pracy i zatrudnienie (W). Wpływ Elektrowni „Opole” na przeobrażenia społeczno-ekonomiczne gminy Dobrzeń Wielki. Zeszyty Naukowe WSI w Opolu, zeszyt nr 21 z 1988r.
  2. Motywy podejmowania pracy w elektrowni i środki stabilizacji załogi wynikające z badań ankietowych(W). Wpływ Elektrowni „Opole” na przeobrażenia społeczno-ekonomiczne gminy Dobrzeń Wielki. Zeszyty Naukowe WSI w Opolu, zeszyt nr 21 z 1988r.
  3. Sytuacja na rynku pracy w rejonie oddziaływania Elektrowni „Opole” (W). Elektrownia „Opole” a środowisko społeczne. Państwowy Instytut Naukowy-Instytut Śląski w Opolu 1988r.
  4. Rola Elektrowni „Opole” na regionalnym rynku pracy. Śląsk Opolski nr 2/1995
  5. Bezrobocie w rejonie intensywnego inwestowania na przykładzie Elektrowni „Opole”. Śląsk Opolski nr3/1996r.
  6. Sytuacja na rynku pracy a podejmowanie pracy w RFN przez mieszkańców gminy Dobrzeń Wielki. Śląsk Opolski nr1/1997r.
  7. 7. Lokalny rynek pracy Elektrowni „Opole” (W). Rynek pracy Śląska Opolskiego w transformacji gospodarczej. PIN- Instytut Śląski w Opolu 1997r.
  8. Przemiany w zatrudnieniu w województwie opolskim w okresie transformacji gospodarczej 1989-1999. Śląsk Opolski nr 43/2001r.
  9. Praca osób młodych za granicą na przykładzie Gminy Dobrzeń Wielki i Popielów.
  10. Biografia Dobrzenia Wielkiego (W). Dobrzeń i okolice
  11. Kronika parafii Dobrzeń Wielki

Warto dodać, że dr Ryszard kałuża chętnie się dzieli swoją wiedzą i doświadczeniem wspierając wielu studentów piszących prace dyplomowe o naszym regionie. Jest osobą bardzo skromną, która w zaciszu realizował swój życiowy cel – wspieranie i promowanie liceum i gminy.

Na podstawie wniosku złożonego przez Dyrektora Zespołu Szkół mgr Huberta Kołodzieja o nadanie tytułu Honorowego Obywatela Gminy Dobrzeń Wielki.

Uchwała Rady Gminy Dobrzeń Wielki z dnia 19 lipca 2007r.

§ 1. Nadaje się Panu Ryszardowi Kałuża tytuł Honorowego Obywatela Gminy Dobrzeń Wielki, jako wyraz uznania dla pracy naukowo-badawczej problemów społeczno-ekonomicznych i przemian zachodzących n przestrzeni lat.

 
Refleksje o drodze Drukuj Email

Ewa Drop
Małe jest piękne, czyli refleksje o drodze (nie tylko życiowej)

drogaMoja życiowa droga przywiodła mnie przed kilkoma laty do miejscowości małej obszarowo i małej z nazwy-Dobrzenia Małego. Juz na naszego tutaj zamieszkania zaskoczyły mnie i ucieszyły pozdrowienia nieznanych jeszcze osób spotkanych na ulicy i życzliwe pytania o samopoczucie oraz nowe wrażenia. Pozwoliło mi to uwierzyć, że wrastanie w te ziemię może się udać. Najpierw wczesną jesienią był huczny Polter-Abend, czyli według dosłownego tłumaczenia „ hałaśliwy wieczór”. Sąsiedzi zapukali pewnego popołudnia do naszych drzwi oznajmiając, że wydają córkę za mąż. Na takiej imprezie byłam po raz pierwszy. Niezapomniane wrażenia i okazja, by znów doznać serdeczności i ciepła, ale też dowiedzieć się nieco o zwyczajach pielęgnowanych w wiosce. Zbyt wiele mi nie opowiedziano, gdyż ważniejsze były przecież tańce, wspólny śpiew i świętowanie z nowożeńcami. Braki uzupełniłam na zebraniu wiejskim, gdzie wybrano nową Radę Sołecką. Lecz zanim nową się wybierze, stara spowiada się szczerze. Spowiedź okazała się szczegółowa i obszerna. Czego tam nie było...i kiermasz adwentowy i ogniska, i dożynki, i odpust (mimo braku kościoła).

Czytaj całość…
 
Odszedł Wielki Jolik Drukuj Email

„Ludzka pamięć jego sprawy,
Uwieczni; „Był to mąż prawy”

(PS.112)

jolikJerzy Szleger - człowiek, który całe swe życie związał ze sportem, dla sporu żył, dla sportu umarł. Nie zmarnował otrzymanego talentu, dobrze go wykorzystał, pomnażał i umiał się nim dzielić.

Wielka pustka, smutek i żal po Nim pozostaną, bo był człowiekiem wyjątkowym.

O takich jak On za życia pisz się legendy, Jego próbuje się naśladować, z Nim chce się przebywać. Jego nieobecność odczuwają nie tylko ludzie związani ze sportem, ale wszyscy, którzy Jolika zdążyli poznać. Wielki- mały człowiek. Niezwykle piłkarsko uzdolniony i potrafiący młodym przekazać wiedzę. Wszystkim imponował ambicją i mądrością na boisku, a także poza nim. Gdyby urodził się później- dziś zrobiłby karierę, gdyby nie odszedł tak wcześnie- nauczyłby nas jeszcze wiele…

 

Czytaj całość…
 
Skutki katastrofy w Katowicach Drukuj Email

Wojciech Bąk z Dobrzenia Małego na Opolszczyźnie był kierowcą w firmie handlującej karmą dla gołębi. W czasie katastrofy w Międzynarodowych Targach Katowickich tylko na kilka minut odszedł od swojego, jak się potem okazało stojącego w bezpiecznym miejscu, stoiska. Gdyby przy nim został, wydostałby się z hali bez zadraśnięcia. Niestety spadające elementy dachu ciężko raniły mężczyznę. - Mąż przez pięć tygodni był nieprzytomny, walczył o życie - opowiada jego żona Ewa.

Czytaj całość…
 
«« start « poprz. 1 2 nast. » koniec »»

Pozycje :: 1 - 9 z 12
 
Admin Konrad K.